Argentyna i Chile 2024


Podziel się z innymi ...

Powrót do Ameryki Południowej po 24 latach

Argentyna i Patagonia były od dawna w moich podróżniczych planach. Kiedy znalazłem ofertę linii Lufthansa w ciekawej cenie na przelot z Wiednia do Buenos Aires w czasie ferii zimowych, nie wahałem się długo – kupiłem bilety dla siebie i syna i dokupiłem loty do i z Wiednia.
Podróż okazała się ciekawa, ale nie bezproblemowa.

Podróż do Buenos Aires

Zaczęło się od pomylenia lotniska wylotowego – myślałem, że lecimy z Modlina, a wylot był z Okęcia ( Ryanair lata do Wiednia z obu tych lotnisk). Na szczęście udało się przejechać z Modlina na czas.
W Wiedniu było dość chłodno, ale słonecznie, udało nam się trochę zobaczyć miasto. Dolecieliśmy do Frankfurtu i wsiedliśmy się do samolotu do Buenos Aires. Lot się opóźniał. Kapitan zapowiedział, że startujemy, ale po chwili obwieścił nam, że minęła godzina 23, nie wolno już startować z lotniska we Frankfurcie i nie ma zgody na wyjątek. Nasz lot został przesunięty na rano. Dość sprawnie nas obsłużono, otrzymaliśmy pokój w hotelu i taksówkę. Ale bagaże zostały w samolocie, nie mieliśmy nawet szczoteczek do zębów. Rano odlot też nie przebiegł gładko, załoga się lekko spóźniła. Sam lot był całkiem przyjemny.
Z powodu opóźnienia straciliśmy nie tylko cały dzień w Buenos Aires, ale też nasz wieczorny lot do Iquazu. Musiałem kupić znacznie droższy lot na następny dzień i wynająć hotel na noc. Na dodatek po przylocie okazało się, że nasz bagaż nie przyleciał – musieliśmy spędzić kolejną noc w tych samych ubraniach. Po scysji z obsługą udało się ustalić, że nasze walizki zostaną wysłane samolotem do Iquazu.

Argentyna i Chile

Pierwszy dzień w Iquazu dość pochmurny, spędziliśmy go po stronie brazylijskiej ( bezproblemowy przejazd taksówką ). Wieczorem otrzymaliśmy nasze bagaże, a następny dzień był wspaniały – ciepły, słoneczny. Pływaliśmy łodzią pod wodospadami.
Wieczorem polecieliśmy z powrotem do Buenos Aires ( tanimi liniami Flybondi, które zmieniały docelowe lotnisko do ostatniej chwili opóźnionego wylotu ), a następnego dnia do Ushuaia. Tam pogoda była całkiem przyzwoita spędziliśmy przyjemnie czas ( oprócz problemów z zawilgoconym aparatem ). Następny etap podróży to przelot do El Calafate. Tutaj było słonecznie, chociaż z wiał bardzo silny wiatr. Wypożyczonym samochodem pojechaliśmy do Torres del Paine w Chile ( zniszczona opona na szutrowych drogach, za którą musiałem sporo zapłacić ), chodziliśmy po lodowcu Perito Moreno ( pomyliłem termin rezerwacji wycieczki, ale udało się to jakoś załatwić ), a ostatniego dnia pojechaliśmy do El Chalten, gdzie poszliśmy na trekking do przepięknej laguny Capri.
Następnie mieliśmy lecieć na półwysep Valdes. Niestety ogłoszono jednodniowy strajk generalny, który sparaliżował lotniska. Po nerwowym szukaniu różnych opcji pojechaliśmy autobusem do Rio Gallegos, skąd następnego dnia mieliśmy samolot. Spędziliśmy ciekawe popołudnie w niewielkiej ( i bardzo wietrznej ) miejscowości, gdzie łatwo było zauważyć że przekonanie, że Malwiny (Falklandy) należą do Argentyny jest cały czas żywe.
Po dotarciu na półwysep Valdes mieliśmy czas na odpoczynek na plaży i oglądanie zwierząt, zwłaszcza ogromnej kolonii pingwinów. Ostatnim naszym przystankiem w podróży było znowu Buenos Aires, które ekspresowo zwiedziliśmy w 1,5 dnia. Udało nam się spędzić bardzo przyjemne popołudnie w Estancia Don Pedro, gdzie zjedliśmy tradycyjne asado ( grillowane mięso ). Podróż powrotna przebiegła na szczęście bez problemów.

Podsumowanie

Pomijając losowe przypadki , zwiedzanie Argentyny jest dość bezproblemowe, może poza wymianą walut ( istnieje kurs oficjalny i nieoficjalny, tzw. „blue dollar”, kurs turystyczny i jeszcze parę innych ). Ceny noclegów i jedzenia nie są wygórowane, ale duże odległości powodują często konieczność podróży samolotem. Również wynajem samochodu nie jest tani, a oferowane modele są mocno przestarzałe. Jednak wspaniałe widoki rekompensują trudy.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z naszego wyjazdu.

12...6